Wyszukaj w serwisie
biznes finanse technologie praca handel Eko Energetyka polska i świat
BiznesINFO.pl > Handel > Nowy dyskont rzuca wyzwanie gigantom. Chce wkupić się w łaski Polaków, tropy prowadzą do Rosji
Julia Bogucka
Julia Bogucka 05.04.2025 14:12

Nowy dyskont rzuca wyzwanie gigantom. Chce wkupić się w łaski Polaków, tropy prowadzą do Rosji

sklep spożywczy zakupy
Fot. Kwangmoozaa/Getty Images/CanvaPro

Polski rynek doczekał się kolejnego konkurenta — za nami wielkie otwarcie nowego punktu sieci dyskontów owianych kontrowersjami. W sklepie nie znajdziemy estetycznych półek, za to zyskujemy niskie ceny. Chętni pracownicy muszą sprostać poważnym wymaganiom — na liście biegła znajomość języka rosyjskiego. Dziennikarze są na tropie szokujących powiązań. 

Kolejne dyskonty na polskim rynku

Ostatnie lata to znaczący przypływ dyskontów z różnych stron świata na teren Polski. Chodzi zarówno o te spożywcze, w których zaopatrujemy się każdego dnia, jak i te oferujące zupełnie inne produkty — do sprzątania, dekoracyjne czy związane z zainteresowaniami.

Trwa wielka walka o klientów, a jednym z najprostszych ku temu wyjść jest wprowadzenie bardzo niskich cen. Takim hasłem promują się między innymi takie dyskonty niespożywcze jak Pepco, Action czy — właśnie wchodzący na rynek — Woolworth. Dzięki tym praktykom klienci mogą nabyć produkty w niskich cenach i równocześnie zaopatrzyć się w dużą ich liczbę. Jest jednak jedna sieć, która pod tym względem postanowiła pójść o krok dalej.

sklep action.jpg
Fot. Jakub Kaminski/East News

Nie tak dawno temu wyszło na jaw, że polski rynek chce zawojować kolejna sieć dyskontów tym razem spożywczych, która postanowiła jeszcze bardziej rygorystycznie podejść do wyżej wskazanych cech. To sklepy, które wyglądają inaczej niż wszystkie inne i stosują zupełnie odmienne praktyki. W tle poważne kontrowersje i planowana ekspansja.

Czytaj więcej: Rosyjski sklep wrócił do Polski pod inną nazwą. Ceny zaskoczą niejednego, a towar leży w kartonach

Natalia Ziółkowska, Daniel Ferreri
Miał milionowe wyświetlenia. Teraz ma milionowy biznes. Daniel Ferreri dla BiznesInfo: „Zainwestowałbym w Dubaju”
Donald Trump zatrzęsie gospodarką. Ceny tych produktów poszybują, odczują to Polacy Biedronka szaleje na weekend. Po te hity w ofercie “2+2” Polacy popędzą już o świcie

Nowy dyskont zapowiedziany. Czy to przypadek, że szukają pracowników z językiem rosyjskim?

Na mapie kraju pojawił się już pierwszy punkt ze wspominanej nowej sieci dyskontów, a wiele wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec. Już zapowiedziano kolejne sklepy w Lublinie i Dębicy, stąd zapowiada się dość szybka ekspansja. Zasady, według których działa firma, są związane z systemem hard-dyskont, a więc takim, który oferuje swoim klientom zdecydowanie niższe ceny w zamiast za inne ustępstwa.

Naszym głównym celem jest dostarczanie klientom niezbędnych towarów w najkorzystniejszych, a co za tym idzie - bardzo niskich cenach. Osiągamy to dzięki rygorystycznej polityce cięcia kosztów, międzi innymi to: podstawowe wykończenie hali sprzedażowej, niewielka liczba pracowników, uproszczona (paletowa) ekspozycja towarów. Klient nie płaci za głośną markę, płaci tylko za sam produkt. Pracownicy firmy stale współpracują z dostawcami w celu zwiększenia asortymentu i obniżenia cen detalicznych sprzedawanych towarów - czytamy na stronie sieci.

sklep zakupy.jpg
Fot. Nodar Chernishev/Getty Images/CanvaPro

Sklep ten z wyglądu przypomina bardziej magazyn, gdzie towary są wystawione na paletach, a nie estetycznych stanowiskach. Ceny rzeczywiście są bardzo niskie, choć to może wynikać z tego, że artykuły pochodzą w dużej mierze z Chin czy Białorusi lub od lokalnych dostawców z Polski, Litwy, Ukrainy i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Asortymentu nie jest wiele, ale za to produkty mają bardzo długie daty ważności do spożycia. Znanych marek tu nie uświadczymy, za to wiele zamienników w zdecydowanie niższych cenach. Wokół sklepu narosło wiele kontrowersji, sugerowane są powiązania z Rosją.

Zobacz: Ostatni moment na skorzystanie z kluczowej funkcji karty Moja Biedronka. Lepiej się pospiesz

Wielkie otwarcie nowego dyskontu

Firma Ufke przedstawia się jako polsko-niemiecka, jednak jak zauważył portal Wiadomości Handlowe, jest bliźniaczo podobna do rosyjskich odpowiedników MyPrice. Kontrowersji dodaje również fakt, że w ogłoszeniach o pracę na większości stanowisk wymagana jest znajomość języka rosyjskiego. Nie wymaga się tego jedynie od magazynierów, z kolei prawnik ds. umów czy kierownik sklepu spożywczego muszą sprostać oczekiwaniom.

W toku śledztwa dziennikarskiego nie udało się wykryć dokładnych powiązań pomiędzy właścicielami obu sieci, choć pojawiły się poszlaki. Rosyjski MyPrice kontroluje spółka prowadzona przez oligarchów Siergieja i Andrija Szneiderów, z kolei jedynym udziałowcem spółki Ufke jest Tanja Schneider. Nie udało się jednak stwierdzić, czy to tylko zbieżność nazwisk, czy rzeczywiste pokrewieństwo.

Nasz informator z branży handlowej przekonuje nas jednak, że nie ma tu żadnego zbiegu okoliczności, lecz Schneiderowie faktycznie są ze sobą powiązani - czytamy na stronie wiadomoscihandlowe.pl.

Pojawił się również wątek białoruski — okazało się, że rejestratorem domeny sieci handlowej była firma z siedzibą w białoruskim Mińsku. Tło tych wszystkich wiadomości na ten moment nie jest jednoznacznie potwierdzone, dziennikarze Wiadomości Handlowych zauważają jednak, że cała sprawa jest bardzo podejrzana. 

Przedstawiciele firmy Ufke nie odpowiedzieli na żadne pytania, choć pracownicy twierdzą, że nie wiedzą nic o żadnych powiązaniach. Pod koniec marca 2025 roku odbyło się otwarcie pierwszego punktu sieci w Białej Podlaskiej. Wiele wskazuje na to, że już wkrótce kolejne punkty otworzą się m.in. w Lublinie — świadczy o tym fakt, że w sieci już można odnaleźć ogłoszenia o pracę w tym mieście