Setki klientów PGE Obrót otrzymało kilkukrotnie wyższe rachunki za prąd niż do tej pory. Jak się okazuje, nie jest to efekt podwyżki cen czy przekroczenia limitu zużycia energii, a… błędu u dostawcy.
Pod koniec czerwca minister klimatu i środowiska Anna Moskwa poinformowała, że rząd przygotowuje kolejną, już szóstą edycję programu “Mój prąd”. Aktualna odsłona cieszy się sporym zainteresowaniem Polaków, do tej pory złożono 270 tys. wniosków o dofinansowanie mikroinstalacji fotowoltaicznych. Maksymalna dotacja, jaką można uzyskać w ramach programu, wynosi 58 tys. zł.
W 2023 roku wszystkie gospodarstwa domowe mają zamrożone ceny prądu do pewnego limitu kilowatogodzin. Część z nich może skorzystać z wyższych limitów, jednak na złożenie wniosku w tym celu pozostały jedynie trzy dni.
Tylko do końca miesiąca można składać oświadczenia, które pozwalają na zaoszczędzenie sporej ilości pieniędzy na kosztach prądu. Niezłożenie go w terminie skończy się wysokimi rachunkami.
Ogłoszona miesiąc temu kolejna odsłona programu Mój Prąd ponownie dostarczyła dowodu na to, że jest on wielkim sukcesem. A to dopiero początek, ponieważ rząd chce dołożyć kolejne pieniądze.
PGE Dystrybucja podpisała umowę na dostawę inteligentnych liczników prądu. Oznacza to, że już niedługo do naszych domów zapukają monterzy w celu przeprowadzenia wymiany starych liczników na nowe.
Wiele gospodarstw domowych może obniżyć swoje rachunki za prąd. Chodzi o gospodarstwa uprawnione do wyższych limitów zużycia energii. Do 30 czerwca 2023 roku powinni oni złożyć oświadczenie do swojego dostawcy energii. Jeśli tego nie zrobią, zapłacą wyższe rachunki.
Przy dobrze nasłonecznionych dniach, energia ze słońca potrafi już stanowić około połowę wyprodukowanej w ogóle energii w Polsce. Wszystko dzięki popularności fotowoltaiki, której popularność nie maleje - i raczej nie spadnie.
Powołując się na „Gazetę Wyborczą”, serwis wp.pl informuje o astronomicznych rachunkach za prąd, jakie otrzymuje przedsiębiorca z Poznania. Koncern energetyczny przyznał, że naliczone kwoty nie są prawidłowe, ale zawyżone faktury nie przestały przychodzić.
W zeszły weekend ruszył nabór wniosków w ramach rządowego programu “Mój Prąd”. Jest to już jego piąta edycja. Można otrzymać nawet do 58 tys. zł dotacji.
W Dzień Ziemi ruszył nabór wniosków do porgramu "Mój Prąd”, który przewiduje dotacje w wysokości do 58 tys. zł. Nowością jest możliwość otrzymania wsparcia do kupna pomp ciepła oraz kolektorów słonecznych, informuje serwis tvn24.pl.
Piąta edycja programu „Mój prąd” nieprzypadkowo rusza w sobotę 22 kwietnia, czyli w Światowy Dzień Ziemi. W ramach inicjatywy można otrzymać nie tylko dofinansowanie instalacji fotowoltaicznych (o zainstalowanej mocy elektrycznej od 2 kW do 10 kW, służących na potrzeby istniejących budynków mieszkalnych), ale również pomp ciepła i kolektorów słonecznych. Maksymalna kwota dotacji to 58 tys. zł.
W czwartek 13 kwietnia Tauron przekazał, że część samorządów oraz firm wnioskujących o obniżenie cen prądu, otrzymała zawyżone faktury. Korekty błędnie wystawionych rachunków mają trafić do gmin do końca kwietnia.
Z końcem marca upłynął termin na złożenie sprawozdań w sprawie zmniejszenia zużycia energii. „Portal Samorządowy” podaje, że zobowiązanych było kilkanaście tysięcy podmiotów, a tylko niewielka część z nich dopełniła obowiązku. Za zaniechanie dopełnienia formalności przewidziano surowe kary.
Minister Anna Moskwa oświadczyła podczas niedzielnego spotkania z sympatykami partii PiS, że już od kwietnia ruszy nowa, V edycja programu „Mój prąd”. Będzie można sfinansować pompy ciepła lub kolektory słoneczne. Nabór do IV edycji programu miał trwać do 31 marca, jednak dwa dni temu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej poinformował o jego wcześniejszym zakończeniu ze względu na wyczerpanie się budżetu.
Zdalny pomiar zużycia energii elektrycznej za pomocą inteligentnych liczników oraz możliwość zmiany dostawcy w 24 godziny to tylko jedne z nowości, które mają pojawić się w naszym systemie elektroenergetycznym. Jest to efekt wdrożenia unijnej dyrektywy (termin minął pod koniec 2020 roku). Resort klimatu i środowiska przekazał Interii, że rząd ma przyjąć projekt ustawy o zmianie Prawa energetycznego jeszcze w I kwartale tego roku.
W tym roku średnia cena prądu dla gospodarstw domowych w taryfach zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) została zamrożona na poziomie 414 zł/MWh. Stawka ta jest obowiązująca dla osób, które stosują się do określonych limitów (w przypadku ich przekroczenia trzeba zapłacić więcej). Jednakże klienci, którzy nie korzystają z ofert podstawowych, mogą zobaczyć na swoich rachunkach tzw. opłatę handlową, która wynosi od 6 do 65 zł za miesiąc. Za co poza tym płacimy dostawcy prądu?
Do redakcji Business Insidera zgłosiła się 80-letnia pani Aniela, która do tej pory płaciła za prąd 70 zł, a w połowie lutego na fakturze zobaczyła kwotę 230 zł. Podwyżka zdziwiła ją dlatego, że zużycie energii było niższe. Okazało się, że wzrost nastąpił w przypadku opłaty handlowej — podniesiono ją z 30 do 125 zł miesięcznie. Tauron wyjaśnił, skąd wzięła się taka podwyżka i jak seniorka może zmienić swoją umowę, by w efekcie płacić mniej.
Nowe przepisy dotyczące pracy zdalnej, które wejdą w życie już niedługo, pozwolą na obniżenie kwoty rachunków za prąd. W niektórych przypadkach będzie to nawet 38 procent.
W 2023 roku trzy grupy odbiorców są uprawnione do tego, by skorzystać z podwyższonych limitów zużycia energii elektrycznej. Są to osoby z niepełnosprawnością, rolnicy, a także posiadacze Karty Dużej Rodziny. Do 30 czerwca powinni oni złożyć u swoich dostawców prądu specjalne oświadczenie.
Dziennik Gazeta Prawna (DGP) informuje, że w tym roku przeciętne gospodarstwo domowe zaoszczędzi na rachunkach za prąd ok. 2 tys. zł. Na jeszcze większe oszczędności mogą liczyć rodziny wielodzietne, rolnicy, a także osoby z niepełnosprawnością. To efekt rozwiązań wprowadzonych w ramach Tarczy Solidarnościowej.
Prezes Urzędu Regulacji Energetyki opublikował maksymalne ceny dostaw ciepła dla poszczególnych dostawców. Będą one obowiązywać od 1 marca 2023 roku, podaje Polska Agencja Prasowa.
Nabór do kolejnej edycji programu „Mój prąd” trwa już od 15 grudnia. Tym razem można otrzymać wyższe dofinansowanie na zakup paneli fotowoltaicznych i magazynów energii. W odpowiedzi na pytania PAP Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) przekazał, że od dnia rozpoczęcia nowego naboru do 8 lutego złożono ponad 16,8 tys. wniosków. Nabór do programu trwa do końca marca lub do wyczerpania się środków budżetowych — łącznie ok. 240 mln zł. Ze wsparcia finansowego mogą skorzystać osoby, które są w nowym systemie rozliczania tzw. net billing lub rozliczają się w stary sposób, na zasadzie upustów — net metering — ale wówczas pod warunkiem, że przejdą na nowy system.
Od 9 do 22 lutego firmy energochłonne mogą składać wnioski o wypłatę rekompensaty wysokich cen gazu i energii. Budżet rządowego programu wynosi 5 mld zł. Pieniądze trafią do ponad 1000 firm działających w branżach takich jak hutnictwo, ceramika, produkcja nawozów czy cementu.
W Rybniku powstanie blok opalany gazem o mocy 882 MW. Nowa jednostka będzie w stanie pokryć zapotrzebowanie na prąd nawet dla 2 mln gospodarstw domowych.
Już 1 lutego mija termin do kiedy można złożyć wniosek o niższe ceny energii. Dodatek energetyczny przeznaczony jest dla osób, których głównym źródłem ogrzewania w domach jest energia elektryczna. Świadczenie w wysokości 1000 lub 1500 zł zostało przygotowane przez rząd, aby odciążyć portfele osób, które do ogrzania domów korzystają głównie z energii elektrycznej. Ze względu na wzrost cen prądu na całym niemal świecie, osoby używającego go do wytworzenia ciepła znalazły się w wyjątkowo trudnym położeniu.
Statystyczne gospodarstwo domowe, które w ciągu roku zredukuje zużycie energii elektrycznej o ok. 5 proc., może zachować w domowym budżecie między 65 a 100 zł. Natomiast podwojenie tych oszczędności daje już 130-200 zł więcej. W raporcie ekspertów Instytutu Jagiellońskiego oraz Taurona czytamy, jak najefektywniej korzystać z energii elektrycznej.
Przepisy dotyczące zamrożenia cen prądu zgodnie ze stanowiskiem rządu zostały zaprojektowane tak, żeby zwykli konsumenci nie musieli zmierzyć się z podwyżkami. Okazuje się jednak, że dróg interpretacji nowych przepisów jest o wiele za dużo.Pierwsze informacje o błędach w ustawie pojawiły się jeszcze w grudniu. W rządowych obliczeniach był błąd, który spowodował, że w budżecie jest mniej pieniędzy na rekompensaty dla dostawców niż zakładano. Brakuje do 3 mld zł.